Refleksje

Co pomaga

Ten rozdział mógłby stać się listą porad. Jedzcie warzywa, uprawiajcie sport, medytujcie, prowadźcie dziennik, przytulajcie bliskich, chodźcie do terapeuty. Wszystko to jest słuszne i jednocześnie bezużyteczne jako osobna informacja, bo każdy emigrant i tak to wie.

Wolę mówić nie o poradach, a o drogowskazach. Drogowskaz to kierunek, nie nakaz. Pokazuje, gdzie patrzeć, a każdy człowiek sam decyduje, jak tam iść.

Pierwszy drogowskaz to tworzenie sensu. Viktor Frankl, psychiatra, który przeżył skrajne warunki, w książce «Człowiek w poszukiwaniu sensu» opisał obserwację, do której doszedł w tych warunkach. Ludzie, którzy znajdowali sens w tym, co się działo, częściej przeżywali niż ci, którzy nie znajdowali. Sens nie znaczy, że cierpienie jest usprawiedliwione. Sens znaczy, że cierpienie jest wpisane w większy obraz, i w tym obrazie ma swoje miejsce. Emigracja wymaga takiej pracy nad wpisywaniem. Po co mi się to dzieje. Co mogę z tym zrobić, oprócz przeczekania. Jak to doświadczenie może stać się częścią mojej dłuższej historii. Odpowiedzi są u każdego inne. Ważne, że istnieją.

Drugi drogowskaz to wzrost potraumatyczny. Termin zaproponowali w latach dziewięćdziesiątych Richard Tedeschi i Lawrence Calhoun. Badali ludzi, którzy przeżyli ciężkie wydarzenia, i zauważyli, że u części z nich dochodzi nie tylko do regeneracji, ale do zmiany w pozytywną stronę. Zaczynają głębiej cenić relacje. Lepiej rozumieją siebie. Otwierają nowe możliwości, które wcześniej były niewidoczne. Zmienia się ich filozofia życia. To nie dzieje się automatycznie. To praca. Ale możliwość tej pracy jest realna.

Na emigracji wzrost potraumatyczny nie wygląda jak różowa naklejka na wszystkich waszych trudnościach. Wygląda jak stopniowe odkrywanie, że niektóre rzeczy, które wydawały się niemożliwe, stały się możliwe. Zdolność życia w niepewności. Elastyczność w relacjach. Zrozumienie, że wytrzymujesz więcej, niż myślałeś. Wiedza, że zniszczenie części życia nie jest równe końcowi życia.

Trzeci drogowskaz to świadczenie. Pisałem już o świadkach życia w rozdziale o samotności. Tu chcę podkreślić drugą stronę: można stać się świadkiem własnego życia i można stać się świadkiem dla innych. Świadczenie to nie przekazywanie informacji. To obecność w cudzym albo własnym doświadczeniu bez próby jego naprawiania. Kiedy druga osoba słyszy moją historię i nie próbuje dać mi rady ani wytłumaczyć, że przeżywam nie to, co myślę, że przeżywam, staje się świadkiem. To rzadka umiejętność, i ona leczy.

W emigracyjnych kręgach świadczenie często zastępowane jest poradami i porównaniami. Kto jak się urządził, u kogo jak wyszło, komu gorzej, komu lepiej. To pożyteczna wymiana informacji, i to nie świadczenie. Świadczenie zaczyna się tam, gdzie druga osoba po prostu słucha tego, co mówicie, nie oceniając. Tego można się uczyć. Tym można stawać się dla siebie nawzajem w małych grupach, w parach, w przyjaźniach.

Czwarty drogowskaz to rytuały. Życie bez rytuałów traci strukturę. Emigracja niszczy stare rytuały i nie proponuje nowych od razu. Powstaje dziwna bezczasowość: dni idą, niczym nieoznaczone, tygodnie się zlewają, lata przelatują niezauważalnie. Dla psychiki to źle. Potrzebuje punktów, w których może zaznaczać czas i znaczenie. Rytuały to takie punkty. Mogą być proste. Kawa rano o tej samej porze w tej samej filiżance. Spacer w sobotę do tego samego parku. Telefon do mamy o tej samej porze w niedzielę. Święto przygotowywane według konkretnego przepisu. Dzień w roku, kiedy wspominacie tych, którzy zostali. Rytuały nie muszą być wielkie. Powinny być regularne.

Piąty drogowskaz to ciało. Pisałem o tym szczegółowo w piątym rozdziale, powtórzę krótko: nie zostawiać ciała bez uwagi. Regularny ruch. Regularny sen. Regularne jedzenie. To najprostsze rzeczy i najbardziej zapomniane. Kiedy są, psychika ma fundament. Kiedy ich nie ma, żadna inna praca się nie utrzymuje.

Szósty drogowskaz to terapia albo wsparcie. Nie wszyscy potrzebują terapii. Wielu wystarczy bliski przyjaciel, grupa, dziennik. Ale jeśli stan trwa miesiącami, jeśli ciało wysyła sygnały, jeśli nie ma poczucia ruchu, rozmowa z przygotowaną osobą może przyspieszyć proces. Zwłaszcza z osobą, która rozumie kontekst emigracji. Nie mówię tego, bo to mój zawód. Mówię to, bo widzę różnicę między klientami, którzy przychodzą po dwóch latach a po pięciu. U pierwszych praca jest krótsza, a cierpienia mniej.

Siódmy drogowskaz to czas. To najbardziej niedoceniany i najuczciwszy drogowskaz. Emigracja zajmuje czas. Adaptacja zajmuje czas. Żałoba zajmuje czas. Odbudowa tożsamości zajmuje czas. Budowanie nowego kręgu zajmuje czas. Czasu trzeba więcej, niż się chce. Jeśli emigrantowi jest ciężko na trzeci rok, to nie znaczy, że się złamał. To znaczy, że przechodzi przez to, przez co się przechodzi. Jeśli na piąty, to samo. Czasem główna praca emigracji to po prostu kontynuowanie życia, kiedy chce się je rzucić, i ufanie, że czas robi to, czego nie robi wysiłek.

Zakończę nie wnioskiem, a uznaniem. Żadna z wymienionych rzeczy nie czyni emigracji lekką. Wszystko, co opisałem w tej książce, nie unieważnia się przez to, że w ósmym rozdziale są drogowskazy. Emigracja pozostaje poważną zmianą, która dotyka wszystkiego i dla której nie ma krótkiego rozwiązania. Ale w niej można żyć. I w niej można nie tylko przeżyć, ale czasem wyrastać. Nie zamiast strat, a równolegle z nimi. Nie jako rekompensata, a jako inna warstwa tego samego doświadczenia.

wszystkie rozdziały