Refleksje

Wina ocalałego i wstyd emigranta

Stefan Zweig napisał «Świat wczorajszy» na emigracji. To książka o świecie, który stracił. Skończywszy ją, razem z żoną przyjął śmiertelną dawkę środków nasennych. W liście pożegnalnym pisał, że nie widzi sensu zaczynać życia od nowa w wieku sześćdziesięciu lat. Zweig był zabezpieczony, bezpieczny, znany. A jednak nie wytrzymał.

Zaczynam ten rozdział od Zweiga nie dla dramatu. Chcę zaznaczyć, że wina ocalałego i wstyd emigranta to nie lekkie uczucia. Mogą być bardzo ciężkie, zwłaszcza dla tych, którzy wyjechali z trudnych okoliczności. Nie wolno ich lekceważyć.

Wina ocalałego to termin z psychologii traumy. Opisano go po raz pierwszy w odniesieniu do ludzi, którzy przeżyli wydarzenia katastroficzne, w których inni zginęli. Człowiek przeżył katastrofę, w której zginęli inni, i nie umie sobie wytłumaczyć, dlaczego on. Nie było żadnego powodu, dla którego on się ocalił, a oni nie. Ta niemożność wyjaśnienia zamienia się w poczucie, że nie ma się prawa żyć normalnie. Każda radość staje się obwiniona. Każde dobre samopoczucie staje się niesprawiedliwe.

U emigrantów wina ocalałego działa podobnie. Człowiek jest bezpieczny, w nowym kraju ma stabilne życie. A jego przyjaciele, krewni, byli koledzy zostali tam i nadal żyją w trudniejszych okolicznościach. Psychika nie może tego pogodzić. Jeśli mi jest lepiej, i to jest normalne, to dlaczego im jest gorzej. Jeśli im jest źle, i to nie jest normalne, to dlaczego mnie nie. Każda odpowiedź na te pytania zostawia osad niesprawiedliwości, w której jesteś po szczęśliwej stronie.

Wstyd emigranta to pokrewne uczucie, ale inne. Wina to «zrobiłem coś złego albo nie zrobiłem czegoś dobrego». Wstyd to «coś jest ze mną nie tak». Emigrant często czuje, że samo jego położenie jest wstydliwe. Że uciekł. Że porzucił. Że żyje kosztem tego, że inni zostali. Że jest tchórzem albo zdrajcą. Może nikt mu tego nie mówi, albo mówią poszczególni ludzie w internecie, ale wewnątrz jest przekonanie, które działa samo.

Te uczucia mają funkcję. Świadczą o tym, że człowiek nie oddzielił siebie od tych, którzy zostali. Że jest więź, jest troska, jest odpowiedzialność. Gdyby ich nie było, byłoby to bardziej niepokojące. Chłodny emigrant, który nic nie czuje wobec opuszczonych bliskich, to dysocjacja, nie norma.

Ale jeśli wina i wstyd działają bez moderacji, niszczą. Człowiek nie pozwala sobie na spokojny sen. Nie zezwala sobie na radość. Nie może cieszyć się zwykłym dniem. Każde małe dobro zamienia się w oskarżenie. Nie pomaga to pozostałym niczym. Po prostu zmniejsza wasz zasób, który mógłby pójść na wsparcie ich albo na własną stabilność.

Co robię w pracy z tym.

Po pierwsze, oddzielam winę od wstydu. To różne uczucia, i pracuje się z nimi inaczej. Wina jest adresowana do konkretnych działań albo ich braku. Ze wstydem pracuje się przez tożsamość.

Po drugie, z winą ocalałego sprawdzam podstawy. Czy rzeczywiście można było coś zrobić inaczej. Czy rzeczywiście jest odpowiedzialność za cudzy los. Często odpowiedź brzmi nie. Wtedy wina nie jest moralna, tylko psychologiczna, i wymaga nie pokuty, a uznania własnej niemożności coś zmienić.

Po trzecie, ze wstydem emigranta pracuję przez odbudowę kontekstu podejmowania decyzji. Większość ludzi, którzy wyjechali, robiła to w stanie ostrego wyboru, często bez wyboru w pełnym sensie. Kiedy człowiek może spojrzeć na siebie w tamtym momencie z pozycji obserwatora, częściej widzi nie tchórza, ale człowieka w trudnych okolicznościach podejmującego najlepsze z dostępnego. To nie usprawiedliwianie po fakcie. To przywracanie sprawiedliwości wobec siebie samego.

Po czwarte, przekładam pytanie z abstrakcyjnego na konkretne. «Powinienem był zostać» brzmi jak pozycja moralna. «Co mogę robić teraz, zostając tutaj, co byłoby pożyteczne dla tych, którzy są tam» to robocze pytanie. Wielu emigrantów ma konkretnych ludzi albo sprawy, które wymagają ich udziału i które wykonują się lepiej z emigracji niż stamtąd. Pomoc finansami. Pomoc informacją. Pomoc przyjmowaniem tych, którzy też wyjeżdżają. Wsparcie psychologiczne bliskich przez telefony. Głos w przestrzeni międzynarodowej. Wina zamieniona w działanie przestaje być winą i staje się odpowiedzialnością.

Po piąte, pozwalam na radość. To najtrudniejsze. Wielu klientów mówi: nie mogę się cieszyć, kiedy tam chorują bliscy, kiedy tam ciężko tym, których kocham. Nie namawiam ich, żeby się cieszyli. Proponuję zauważyć, że życie w ciągłej żałobnej mobilizacji nie pomaga nikomu, a pozwolenie sobie na zwykłe radości to nie zdrada. To utrzymanie własnej zdolności kontynuowania. Bez tej zdolności po roku czy dwóch człowiek wypala się, a wtedy nie może ani sobie pomagać, ani innym.

Zweig nie wytrzymał nie dlatego, że miał ciężkie uczucia. Wszyscy je mają. Nie wytrzymał, bo nie znalazł sposobu, jak z nimi żyć. Myślę o tym za każdym razem, kiedy pracuję z emigrancką winą. Cel nie polega na usunięciu uczuć. Cel to znaleźć takie nastawienie do nich, przy którym nie niszczą.

wszystkie rozdziały