Nabokov przez całe życie pisał o domu swojego dzieciństwa, który opuścił w wieku dziewiętnastu lat. Nigdy tam nie wrócił. W książce «Pamięć, przemów» opisuje dom, w którym dorastał, ze szczegółowością niepozostawiającą wątpliwości: pamiętał go lepiej, niż wielu pamięta dom, w którym mieszka teraz. Ale Nabokov wiedział, że domu, który pamięta, już nie ma. Nie tylko dlatego, że miejsce się zmieniło, ale dlatego że dom z pamięci istnieje tylko w pamięci, a w rzeczywistości już nie istniał, nawet gdyby budynek stał.
To zjawisko w psychologii nazywa się idealizacją domu albo zamrożonym domem. Kiedy człowiek wyjeżdża, w jego psychice zostaje obraz domu takim, jakim był w momencie wyjazdu. Ten obraz się nie aktualizuje, bo do aktualizacji potrzebna jest fizyczna obecność. A z latami rzeczywisty dom się zmienia, a obraz w głowie nie. Po dziesięciu latach to są dwa różne domy: ten, który istnieje teraz w nowej wersji, i ten, który zastygł we wczorajszym dniu w głowie emigranta.
Zamrożony dom ma właściwość bycia lepszym od rzeczywistego. Składa się z najlepszych momentów, oczyszczonych z rutyny i problemów. Jest w nim zawsze lato albo zawsze śnieg, zależnie od tego, co się wspomina. Przyjaciele są zawsze młodzi, rodzice zawsze zdrowi, ulice zawsze takie, jakie były. Ten obraz ma ogromną przyciągającą moc. Działa jak zasób w trudnych momentach adaptacji. Nie wytrzymam, wrócę do domu, i wszystko będzie jak wcześniej.
Tylko domu, do którego można wrócić, nie ma. Jest kraj o tej samej nazwie i często o tym samym położeniu geograficznym. Mieszkają w nim inni ludzie, albo ci sami, ale zmienieni, albo oni też wyjechali. Ulice się przebudowały albo zarosły. Dzieci, które pamiętaliście małymi, stały się dorosłe. Rodzice się zestarzeli. Przyjaciele założyli swoje kręgi, w których was już nie ma. Ceny inne, polityka inna, wiadomości inne. Jeśli wracacie fizycznie, trafiacie nie do swojego domu, a do kraju, gdzie kiedyś był wasz dom.
Wielu emigrantów po pierwszej podróży do ojczyzny przeżywa paradoksalny stan: niby pojechałem do domu, i niby nie do domu. Wszystko znajome i wszystko obce. Nawet powietrze pachnie inaczej niż się pamięta, bo węch pracuje w porównaniu, a teraz porównanie idzie z miejscem, gdzie mieszkacie teraz.
W mojej praktyce widzę dwie skrajności. Pierwsza: klienci, którzy trzymają się zamrożonego domu tak mocno, że nie pozwalają sobie się adaptować. Żyją tak, jakby przeprowadzka była tymczasowa, choć minęło pięć, dziesięć, dwadzieścia lat. Nie kupują mebli, bo wrócą. Nie uczą się języka na poważnie, bo wrócą. Nie budują społecznych więzi, bo wrócą. W tej strategii zamrożony dom zjada teraźniejszość. Życie idzie mimo, bo cała energia psychiczna jest zainwestowana w oczekiwanie powrotu, który albo nie nastąpi nigdy, albo nastąpi tak, że rozczaruje.
Druga skrajność: klienci, którzy całkowicie odrzucają zamrożony dom. Nie wrócę tam więcej, nie chcę o tym myśleć, przeprowadziłem się i koniec. Na poziomie świadomości są spokojni. Na poziomie snów często widzą dom z dzieciństwa, i te sny ich męczą. Stłumiony zamrożony dom i tak działa w tle, tylko bez dostępu do świadomości.
Co jest między tymi skrajnościami. Uznać, że zamrożony dom istnieje. Uznać, że nie jest tożsamy z rzeczywistym krajem. Uznać, że jest w nim zasób i jednocześnie pułapka. Korzystać z zasobu, nie wpadając w pułapkę.
Korzystać z zasobu znaczy pozwalać sobie wspominać z ciepłem. Gotować potrawy z tamtej kuchni. Słuchać tej muzyki. Czytać tych autorów. Utrzymywać więzi z ludźmi, którzy zostali tam. Dać zamrożonemu domowi być częścią wewnętrznego życia.
Nie wpadać w pułapkę znaczy nie mylić go z rzeczywistą geografią. Nie budować planu życia wokół powrotu. Nie porównywać każdego momentu tutaj z momentem stamtąd. Zamrożony dom nie jest miejscem, do którego można wrócić. To część wewnętrznego krajobrazu.
Sven Birkerts, amerykański pisarz, opisał to tak. Emigrant żyje w dwóch miejscach jednocześnie: fizycznie w nowym kraju, a psychicznie w kraju, którego już nie ma. Ta podwójna lokalizacja nie jest patologią, tylko cechą doświadczenia. Jeśli się ją przyjmie, powstaje dziwne poczucie stabilności: nie trzeba wybierać jednego z dwóch miejsc, oba do was należą, w różnych rejestrach.
Zamrożony dom przestaje być problemem, kiedy przestajecie wymagać, żeby był rzeczywistym miejscem. Wtedy staje się tym, czym powinien być: wewnętrznym krajobrazem, który towarzyszy wam całe życie i który można odwiedzać, nie wyjeżdżając fizycznie.