Refleksje

Niejednoznaczna strata

Dziwna rzecz ta emigracja. Nie ma czego pochować, nikt nie umarł, wszystko technicznie jest na miejscu, a jednocześnie życie, które było wczoraj, już nie istnieje.

W psychologii istnieje koncepcja, którą wymyśliła Pauline Boss, amerykańska badaczka. Pracowała z rodzinami żołnierzy, którzy zaginęli bez wieści w Wietnamie, i zauważyła: te rodziny przeżywają żałobę inaczej niż rodziny poległych. Nie mają ciała. Nie ma pogrzebu. Nie ma punktu, w którym można postawić przecinek i zacząć żyć dalej. Bliska osoba jest jednocześnie i tu, i nie. Boss nazwała to niejednoznaczną stratą. Pojęcie później rozszerzyło się na demencję, rozwody, utratę kontaktu z dorosłymi dziećmi, i okazało się, że emigracja też tu pasuje.

Emigrant traci kraj, który nadal istnieje. Dom, w którym mieszkają inni ludzie albo który stoi zamknięty. Przyjaciół, do których można zadzwonić, ale nie wpaść na herbatę. Status zawodowy, który gdzieś tam wciąż jest twój, ale nie działa tam, gdzie mieszkasz. Rodziców, którzy są daleko. Zapachy, które przychodzą na ulicy i ścinają oddech. Krajobrazy, które widzisz we śnie.

Główna trudność niejednoznacznej straty: opłakiwanie jest niewygodne. Otoczenie nie uważa, że jest powód. Sam człowiek nie uważa, że jest powód. Logika mówi: żyjesz, masz dach nad głową, wielu jest w gorszym położeniu, przestań. I żałoba schodzi do podziemia. Stamtąd wpływa: przez bezsenność, drażliwość, mgliste poczucie, że coś jest nie tak, utratę zainteresowania tym, co kiedyś cieszyło, lęk niepowiązany z niczym konkretnym.

Kiedy klient przychodzi z tym stanem, pierwsze, co robię, to nazywam to, co się dzieje. Po prostu nazywam: to, co masz, to żałoba. Nie depresja (choć podobne), nie wypalenie (choć podobne), nie lenistwo i nie słabość. Żałoba. Ma swoją anatomię, swoje fazy, swoje tempo. Mija, ale nie szybko, i nie od razu wiadomo, kiedy mija.

Czym niejednoznaczna strata różni się od zwykłej? Tym, że nie ma finału. Gdy bliski umiera, z czasem psychika buduje nową konfigurację, w której on jest, ale w postaci pamięci, i ta konfiguracja jest stabilna. Gdy kraj gdzieś istnieje, a ty teoretycznie możesz tam wrócić, i czasem wracasz na tydzień i znowu wyjeżdżasz, psychika nie może zamknąć gestaltu. Trzyma drzwi otwarte. To męczy.

Emigrant często czuje dokładnie to: każda decyzja dotycząca nowego kraju jak zakorzenienie, a zakorzenienie przeraża, bo zakorzenić się znaczy przyznać, że wrócić już się nie da. Dlatego wielu żyje w walizkach latami. Wynajmują, nie kupują. Nie uczą się języka na poważnie. Nie budują kręgów społecznych. Drzwi muszą zostać otwarte, na wszelki wypadek.

Jak z tym się obchodzić? Pierwszy krok: nazwać. Drugi krok: uznać, że ten stan ma prawo istnieć. Nie trzeba go przekonywać, że wszystko w porządku, że sam wybrałem, że miałem szczęście. Te argumenty są prawdziwe i nie unieważniają żałoby.

Trzeci krok: znaleźć rytuały. Psychika potrzebuje punktów, w których można odnotować, że coś się skończyło. Pogrzeb to taki punkt dla śmierci. Dla emigracji punktów zwykle nie ma i trzeba je wymyślać. U jednego klienta był to dzień, w którym rozpakował kartony, które jechały z nim z domu i których nie otwierał cztery lata. Przebrał każdą rzecz, coś wyrzucił, coś zostawił, i powiedział: wszystko, to już nie dom, to rzeczy z domu. Po tym, według jego słów, zaczął się inny okres życia.

Czwarty: pozwolić sobie na dwoistość. Można jednocześnie być tu i tęsknić za tym, co zostało. To nie sprzeczność, to naturalna dwoistość niejednoznacznej straty. Kto próbuje ją rozwiązać przez «wybierz coś jedno», zwykle traci siłę życiową.

Boss pisze gdzieś, że u jej klientów w kuchni czasem stały dwa krzesła. Jedno puste, dla zaginionego. Nie jako pomnik, ale jako uznanie, że jest i go nie ma jednocześnie. Emigrant też ma swoje puste krzesło. Może to być rozmowa wideo z mamą raz w tygodniu o tej samej porze. Może to być potranie, które przygotowuje się na święto, choć w nowym kraju nie obchodzi się tego święta. Może to być nawyk czytania wiadomości z domu rano, choć za każdym razem ranią.

Puste krzesło nie przeszkadza żyć. Przypomina, że jest część, która została tam. I ta część ma prawo być.

wszystkie rozdziały